Wrzesień 18 2019 05:06:33
Nawigacja
Strona główna
Linki
Kontakt
Galeria zdjęć
Szukaj
O parafii
· Informacje podstawowe
· Nasz kościół
· Statystyka parafii
· Duszpasterz
Informacje
· Nabożeństwa
· Biuro parafialne
· Ogłoszenia parafialne
Ministranci
· Komunikaty
Parafia za czasów księdza Güntzela i księdza Cellera

Od 24.07.1823 do 8.10.1845, do swego ubezwłasnowolnienia, rządzi parafią w Miasteczku jako komendarz ks. Andrzej Mikołaj Güntzel. 23.08.1828 pismo landrata donosi, że introdukcja ks. Güntzela w Miasteczku będzie mogła się odbyć.
Nowa wieża starego kościoła została zbudowana w 1828 r. W kościele była tablica z napisem: Petrus Arndt. Collator et fundator 1781.
28.08.1831 ks. proboszcz Güntzel skarży się wobec Konsystorza na brak zboża z dzierżawy i na upór dzierżawców.
Na podstawie dekretu Regencji w Bydgoszczy z 1828 r. majątek Brzostowo zobowiązany jest dostarczać co roku na odpust w Miasteczku (Podwyższenie św. Krzyża) dwa barany tłuste, cztery beczki piwa i 40 szczap drzewa.
W latach 1829-1831 odbyła się wizytacja kanoniczna okręgu nadnoteckiego przez księży Luzka i Thielmanna.
Właścicielem Grabionny jest w tym czasie Ernst Friedrich Dawid Saenger (03.12.1845)a, po nim Carl Saenger od 1845 r.
1.02.1839 r., gdy powstał spór o miary z okazji mesznego, Komisja Specjalna okręgu bydgoskiego zaleciła ks. Güntzelowi stosowanie się do miary berlińskiej. 07.04.1840 r. groziła majątkowi Brzostowo subhastacja. Przy tej okazji odbyło się badanie należności na rzecz kościoła w Miasteczku.
05.02.1842 – Konsystorz Arcybiskupi w Gnieźnie poleca zbadać, czy dominium Grabionna przez 30 lat co roku oddawało ks. proboszczowi skopy, gdyż wypadałoby tej należytości dopominać się.
12.02.1842 Konsystorz oświadcza, iż nie jest przeciwny wymaganiu mesznego z Grabionny. Z powodu mesznego idą skargi ks. proboszcza do władzy i zawiązuje się spór. W dalszym ciągu sporu ks. prodziekan Wroński z Sadek wzywa 13.12.1843 r. ks. Güntzela i kolegium kościelne do Sadek na konferencję celem zahipotekowania mesznego z Grabionny, które do 1824 r. wpływało bez większych trudności.
Gdy zaszedł spór co do wielkości miary odnośnie mesznego, Konsystorz wyjaśnił 26.02.1844 r., że chodzi o ćwiertnie miary pilskiej. Posądzano bowiem ks. Güntzela, że miarę powiększył przez podwójne dno, lecz nie można było tego udowodnić.
W obawie o utratę przywileju, poleca Konsystorz dnia 05.03.1844 r. zahipotekować snopkowe dla organisty od gospodarzy w Grabionnie, powołując się na zadawniony zwyczaj przez świadków od lat 30, lecz nie udaj się to. Gdy w 1828 r. dokonała się separacja gruntów w Wolsku, meszne przedstawiało się następująco: 1) od sołtysa – 8 szefli żyta i 4 szefle owsa, 2) od każdego gospodarza – po 4 szefle żyta i 2 szefle owsa. Kiedy zaś Rosenau z Brzostowa kupił ziemię sołecką, to orzekł 19.04.1842 r., że tylko połowę mesznego odda i nie uzna mierzenia komisji z dnia 12.08.1839 r., gdyż hipotecznie tylko do tego jest zobowiązany. Oskarżeni zaś w 1844 r. zgodzili się tylko na połowę należności i to według: 1 szefel = 14 miarek, a nie 15 ½ miarek berlińskich. Szefel bowiem kaliski jest dwa razy tak wielki jak berliński. Oskarżeni zaś twierdzą, że kaliski zawiera 14 miarek. Sąd apelacyjny w Poznaniu 12.10.1848 orzekł winę oskarżonych i nakazał odstawę po dawnemu. Najwyższy zaś trybunał wyrok ten zawiesił, ponieważ protokół informacyjny z 12.07.1839 r. nie był podstawny.
Według konstytucji polskiej z 1764 r. 1 korzec = 32 garnce = 2 szefle i 4 miarki. Obowiązek odstawy istnieje od 1763 r. i to w podwójnych szeflach niemieckich. Za podstawę rozstrzygnięcia sporu służyć miał protokół z 12.07.1839 r., gdyż probostwo przy recesie w 1847 r. nie dokonało rozdziału ciężarów. Chodzi więc tylko o określenie miary. Według tradycji z 14.12.1828 r. obora i stodoła koło organistówki należały do organistówki.
Ks. Güntzel, gdy przyszło płacić za bonifikację 9,24 tal., odpowiada do komisji 2.03.1830 r., że zapłacić nie może z powodu nieurodzaju przez trzy lata, że nawet zasiewu nie sprzątał. Na dalsze nalegania przedstawia on świadectwo ubóstwa od ks. dziekana. Konsystorz bowiem zaznacza 12.03.1830 r., że jeśli chce korzystać z prawa ubogich, winien złożyć wniosek według Komisji Jeneralnej. Ks. Güntzel uskarża się na gospodarzy wobec Komisji Jeneralnej, że po separacji poczuwają się tylko do połowy mesznego, a dziedzic dawać ma drugą połowę. Trudność jest również z pastwiskami, z których dziedzic utworzył łąki. Zanosi więc prośbę o rozstrzygnięcie sporu do Komisji Jeneralnej. W sprawie snopkowego dla organisty zaznacza Komisja Jeneralna 19.11.1830 r., że gospodarze winni składać snopkowe dla organisty podług dawniejszego stosunku, jak im to obecnie również zostało zalecone przez Komisję.
W sprawie spadku po Ryńskim donosi Dozór kościelny do sądu w Łobżenicy, że chodzi tylko o 416 tal., które hr. Bniński odebrał w 1823 r. po śmierci Ryńskiego. W odpowiedzi na to, sąd donosi, że od 1837 można podjąć spadek za odpowiednią oczywiście legitymacją.
Dnia 17.03.1840 r. prosi Rejencja Dozór o podanie podstaw skargi i pretensji, gdyż w aktach likwidacji młyna Stefana Ryńskiego brak danych o tym. Dozór zaś do sądu w Łobżenicy donosi 10.06.1840 r., że kwit dłużny na 2000 tal. znajduje się u sołtysa w Kamieńcu (Kemmitz) koło Wągrowca, wystawiony na hr. Bnińskiego jako opiekuna spadkobierców, Stefana Eichstedta. Ks. Güntzel donosi 5.07.1840 r., że Dozór stwierdził u Bnińskiego, iż 1000 tal. miał zgłosić spadkobiercom w zeszłym roku.
Sąd w Łobżenicy donosi 21.12.1840 r., że 15.08.1837 r. zdeponowano 2000 tal. do dyspozycji tego, kto będzie upoważniony do ich odbioru. Dowód ten bowiem 16.01.1821 r. sąd powiatowy w Wągrowcu jako władza spadkobierców ks. Ryńskiego, potwierdził złożony tam przez sołtysa z Kamieńca Eichstedta, sumę. Należy więc udowodnić, że 416 tal. odsetek należą się kościołowi w Miasteczku. Zwraca się tedy ks. Güntzel do Rejencji 11.01.1841 r., aby go wyznaczyła na odbiorcę. Dnia 15.10.1841 r. donosi sąd w Łobżenicy, że należą się odsetki tylko do 100 tal. Można żądać procentu za zwłokę od 0.03.1834 r., a od podatków procentów od 28.10.1836 r. Dnia 4.08.1841 r. donosi radca prawny Kroll, że asygnata została wydana w Bydgoszczy.
Po dwóch latach, 3.02.1843 r. zapytuje Konsystorz, czy skarga o 416 tal. wniesiona i jaki jest jej obrót, a 28.03.1843 r. poleca ks. prodziekanowi Wrońskiemu, by się dowiedział z akt o przeznaczeniu kapitału ks. Ryńskiego i przesłuchał hr. Bnińskiego i Dozór kościelny. Dnia 14.06.1843 r. Konsystorz prosi o akta i poleca umieścić 300 tal. w listach zastawnych. Zalecenie to powtarza w piśmie do ks. Güntzela 6.11.1843 r., w którym prosi zarazem o wyrok. Ponieważ ks. Güntzel ociągał się z wykonaniem zalecenia, Konsystorz 22.03.1844 r. postanowił nie udzielić dylacji i zagroził wobec zwłoki ks. Güntzela, wykonaniem go przez ks. proboszcza Pydynkowskiego z Kosztowa. Ks. Güntzel uważał się do pewnego stopnia za właściciela beneficjalnego w Miasteczku, gdyż 23.06. 1840 r. jako przełożony organisty dokonał transakcji zamiany łąki organistowskiej z Michałem Rodke i Karolem Marksem. Ks. Güntzel oddał gminie łąkę środkową w całości, a gmina dała organiście łąkę tu przy łąkach beneficjalnych na własność na zawsze. Łąka organisty jest o 5 morgów większa od drugiej. Łąkę obejmuje Marcin Wittlieb, który zobowiązuje się do czyszczenia rowu przy niej. Następują podpisy: Güntzel, J. Breuer, M. Rodke, Karl Friedrich Marks.
Dnia 31.03.1843 r. Konsystorz donosi, że ks. Güntzel powinien był uprzedzić o zamiarze ustąpienia gruntów dla dominium i mieć osobnego mandatariusza dla obrony własności kościelnej. Ks. Güntzel zaś był zdania, że mandatariusz jest zbyteczny, gdyż proboszcz najlepiej sam bronić potrafi gruntów kościelnych. Dotąd brał dzierżawy od 180 tal. do 250 tal. rocznie za ziemię. Dominium zaś ofiaruje aż 270 tal. oraz wybudowanie stajni, wozowni, drwalni, kurnika i studni, gdyż wody nie można dostać, a pod górę trudno ją wozić.
Prosi więc Konsystorz o wyrażenie zgody na taką umowę dzierżawy, z której ponadto organista by otrzymywał 30 tal. i 6 szefli żyta. Zdaniem ks. Güntzela gospodarstwo we własnych rękach się nie opłaca i jest wielkim ciężarem, a zajęcia w ogrodzie wystarczą.
W dalszych wywodach zaznacza ks. Güntzel, że gdy sucho, nie można orać, a gdy mokro, nie można użyć. Przez jedenaście lat zamiast żyta sprzątał tylko słomę, a jeden rok był bez jęczmienia. W 1834 r. wysiał żyta 6 szefli, a zebrał 4 i „nie do potrzeby”. Stracił też całą owczarnię, gdyż słoma była trująca oraz 7 koni i 53 sztuki bydła rogatego. Meszne odbierać musiał własnym kosztem, opłacając konie i czeladź, a czeladzi abrydeus i inne potrzeby. W tych latach sprzęt był najnędzniejszy, tak iż zrobił 500 tal. długu, z którego ciężko wybrnąć. Konsystorz jednak 28.03.1843 r. zakazał ks. Güntzelowi zawierać umowy wieczystej dzierżawy, zaznaczając, że umowy takie sede volante są niemożliwe i winien ziemię nadal uprawiać. Tak to umowa dzierżawna wieczysta do skutku nie doszła i ks. Güntzel wraz z bratem nadal prowadził gospodarstwo beneficjalne.
W październiku 1845 r. ks. Güntzel został ubezwłasnowolniony, otrzymując kuratora w osobie ks. prob. Pydynkowskiego z Kosztowa, który zajął się administracją parafii.
Gdy chodziło o sprawę separacji z Brzostowem, 21.03.1846 r. wyznaczony został w tym celu przez Konsystorz ks. prob. Szymański z Sadek jako komisarz, który przybrał sobie do pomocy biegłego Nowackiego z Zelgniewa. Uznali oni, że najlepiej pozostać przy dawnym podziale gruntów, który jest lepszy, gdyż 30 mórg dodatku z Brzostowa to piaski. Stary grunt zaś znajduje się w jednym polu z łatwym dostępem. Co do drzewa opałowego na podstawie separacji uważają, że proboszcz powinien dostać go dwa razy tyle jak dotąd dla siebie, organisty, dzierżawcy i komorników. Na probostwie zaś normalnie powinno być 6 robotników, 5 parobków, 3 dziewki, owczarz, owczarek, potrzeba wołów, krów, chłopacy, dziewczyna do świń, do drobiu, gospodyni, gospodarz, służący oraz gospodyni i służąca dla księdza.
Ks. Pydynkowski donosi 22.02.1845 r. do Konsystorza, że kościół w Miasteczku przegrał proces o meszne z Wolska 4.12.1844 r. Ks. Pydynkowski wniósł jednak dnia 21.08.1845 r. apelację i obrał w tym celu adwokata Krolla z Łobżenicy. Na zakończenie opisu okresu pracy ks. Güntzela, warto jeszcze przytoczyć szczegóły ze sprawozdania ks. Szymańskiego z dnia 21.03.1846, gdzie tenże przedstawia władzy duchownej, jak powinno wyglądać na takim probostwie jak w Miasteczku gospodarowanie w normalnych warunkach. Zdaniem ks. Szymańskiego powinno tu być 12 wołów i 3 ratai, 8 koni i 2 parobków, 12 krów, 20 młodocianych, 300 owiec na mierzwę, 4 maciory, 6 wieprzy i 50 gęsi. Ponieważ trudno o najemników w czasie żniw, dlatego potrzebni są komornicy.
W latach 1847-1883 komendarzem, czyli proboszczem w Miasteczku był ks. Józef Celler, przybywający z Bydgoszczy. Obok ks. kanonika Mudrowskiego i Schmidta, poświęcił on najdłuższy okres czasu ze swego życia, pracy duszpasterskiej w Miasteczku.
Dziś jeszcze znajduje się na probostwie portret olejny jego stryja, księdza dziekana A. Cellera z Poznania z 1845 r., naturalnej wielkości i w dobrym wykonaniu. Księża Cellerowie są krewnymi dzisiejszego biskupa chełmińskiego, ks. dr Kazimierza Kowalskiego, przez jego matkę. Ks. prob. J. Celler zajął się od początku rewindykacją dochodów plebańskich, ziemi, pastwiskami, co poprzednik w pewnej mierze zaniedbał lub nie docenił. Po pożarze plebanii zakupił nowe probostwo i uzupełnił budynki. Gospodarstwo prowadził sam ze szwagrem i bratem Maksymilianem. W osieroconym Śmiełowie w październiku 1847 r. podjął się odprawiania Mszy św. co dwa tygodnie, na przemian ks. Kuczyńskim. Otrzymał w zarząd parafię w Miasteczku 12.01.1847 r., a z powodu braku duchowieństwa przybył na miejsce z Bydgoszczy dopiero 31.05.1847. Pochowany w Miasteczku, przed kościołem, przy schodach. Nagrobek składa się z wielkiej płyty z czarnego marmuru, spoczywającej na ramie z granitu. Napis na grobie wyraźny.
Zaraz przy objęciu parafii przez ks. Cellera powstał spór między parafią, a spadkobiercami ks. Güntzela, czyli jego krewnymi. Sprawa oparła się o Konsystorz. Krewni bowiem twierdzili, że swego czasu złożyli za ks. Güntzela 300 tal. i domagali się zwrotu obligacji. Kiedy Franciszek Güntzel ogłosił się 9.08.1847 r. jedynym spadkobiercą, parafia z nim nadal toczyła spór, uważając, że ks. Güntzel obrócił na własny użytek 521 tal. wyskarżonych od hr. Bnińskiego po ks. Ryńskim. Konsystorz szukał wyjaśnień od Dozoru, lecz były one niekompletne. Ks. Celler występuje przeciwko małżonkom Güntzelom i prosi Konsystorz 2.12.1847 o pełnomocnictwo do odebrania 300 tal. od Wilhelma Nortwitza ze Zbyszewic, zaintabulowanych małżonkom Güntzelom z Arentowa w 1844 roku i zaległych odsetek.
Nowy właściciel Brzostowa i Miasteczka, Rosenau, zapragnął przeprowadzić pewne zmiany w separacji gruntów na swoją korzyść, zwłaszcza wobec nowego proboszcza. Już po oświadczeniu ks. Szymańskiego, 3.09.1846 r. Konsystorz doniósł Rejencji, że nie godzi się na nową separcję. Tymczasem Rosenau nie ustępuje. Dnia 22.06.1847 odbywa się zebranie z udziałem ks. proboszcza Cellera, patrona Rosenau i przedstawicieli parafii w sprawie separacji. Ferdynand Rosenau podaje, że powierzchnia Brzostowa wynosi 6573 mg + 2361 mg, probostwa zaś 128 + 139 + 3 mg, szkoły 29 + 143 mg. Włościanie mają wspólne pastwiska. Roseau więc chce oddać z Brzostowa ¼ włościanom na pastwiska. Mieszkańcy Miasteczka mogą korzystać z pastwisk leśnych tylko na ograniczonej przestrzeni i dziedzic może w pewnych miejscach tego zakazać. Konsystorz tedy, dnia 17.07.1847 r. mianuje komisarzem duchownym do spraw separacji ks. prodziekana Kuczyńskiego w miejsce ks. Pydynkowskiego i upoważnia go, aby przy separacji gruntów w Miasteczku i ustanowieniu wynagrodzenia za pastwisko pilnował spraw beneficjum i zastrzegł sobie zatwierdzenia przez władzę duchowną. Gdy więc ks. Celler ponownie wysuwa kandydaturę ks. Szymańskiego, otrzymuje 30.06.1847 odpowiedź z Konsystorza, że już ks. Kuczyński został naznaczony komisarzem, i że on to może dobrać sobie do pomocy ks. Szymańskiego.
Gdy chodziło o ziemię organistowską i pastwisko, Konsystorz doniósł 31.07.1847 do komisarza gospodarczego w Łobżenicy, że odbyć się mogą pertraktacje z dworem. Termin separacji miał się odbyć 22.09.1847 r. w Miasteczku z ks. Kuczyńskim, ks. Cellerem i patronem.
Z protokołu z dnia 31.07.1847 r., podpisanego przez ks. Kuczyńskiego, ks. Cellera i Eichstedta wynika, że probostwo w Miasteczku ma ziemię razem ku Brzostowu i stąd pretensje do pastwiska na obszarze Brzostowa. Patron proponuje więc dla probostwa tak zwany „Brienenfeld” i jeśli nie wystarczy dodać można nad drogą do Grabowa. Stwierdzają obecni, że proboszcz ma prawo do pastwiska w Brzostowie, lecz nadaje się ono tylko dla owiec. Stąd przedstawiciele parafii przeciwstawiają się planom i wykonaniu separacji. Życzą sobie również rozszerzenia cmentarza katolickiego w Miasteczku na drugim pagórku z krzyżem w „Brienenfelde” i przeniesienia cmentarza żydowskiego na pole po prawej od drogi do Grabowa.
Probostwo od dawna korzystało z pastwiska leśnego i łąkowego Brzostowa i pragnie przy tym pozostać. Ks. Celler donosi do Komisji Specjalnej dnia 5.08.1847 r., że według § 9 Separacji probostwo w Miasteczku ma 143 mórg łąk noteckich, patron zaś nie ma wcale. Probostwo ma pastwisko w całym lesie 2000 mórg, inne pastwiska znajdują się przy drodze do Rzadkowa. Nowy układ pastwisk obowiązuje od 1847 roku.
Ks. Güntzelowi w 1847 r. uczyniono zarzut, że nieznacznie powiększył miarę do zboża. Gospodarze z Wolska i Arentowa nie chcieli oddawać Mesznego z powodu zwiększonej miary i braku zapisu w aktach recesyjnych w Brzostowie w 1847 r. 13.07.1847 r. przewód sądowy wykazał, że miara od 10-12 lat jest zmieniona przez przesunięcie większego dna. W roku bowiem 1840 polecono gospodarzom z Wolska z ramienia Komisji Specjalnej, aby stary szefel obowiązkowy dla probostwa porównali z szeflem w Miasteczku. Stało się to w obecności: 1) burmistrza K. Marksa 2) przewodniczącego dworu Breuera 3) radnego miejskiego M. Rodkego 4) sołtysa Weisego z Wolska. Okazało się przy porównaniu, że szefel kościelny podług szefla miejskiego obejmuje 13½ miarki, ks. Güntzel zaś kazać miał kołodziejowi Likorskiemu zrobić większy szefel. Tak bowiem oświadczyć miał Likorski tegoż dnia wobec Marksa. Zarzut podniesiony przez sąd w Łobżenicy 22.09. odnosi się do tego, że szefel kościelny w Miasteczku z powodu cienkiego dna został powiększony o 1½ kwarty. Reparacja szefla była potrzebna, lecz cienkie dno był to już podobno wynalazek ks. Güntzela. Świadkowie nie potrafili przytoczyć dokładnych danych. Jeden go nie widział (Marks), drugi wiedział, że ma dziurawe dno i nie wie, czy przez reparację się zwiększył (A. Kowalski), trzeci, że dno częściowo nowe, lecz nie wie, czy się powiększył (Likorski). Sąd jednak dopatrzył się powiększenia cienkiego dna i stanął po stronie gospodarzy. Ks. Celler donosi 25.01.1848 r. o swoim poprzedniku ks. Güntzelu do Konsystorza, że mało pojmował owe stanowisko, nie uważając się za użytkownika tylko, lecz dysponował beneficjum jak właściciel, jak to miało miejsce przy oddaniu łąki większej o 5 morgów M. Rodkemu. Sprawa szefli wykazała jednak, że ks. Güntzel nie tak mało dbał o swe stanowisko. Syn Rodkego pragnie łąkę oddać, lecz prosi tylko o wjazd na swoją łąkę, o który dawniej toczył się proces. Przejazd taki zająłby kilka stóp łąki proboszczowskiej. Ponieważ nowy patron odmawiał ks. Cellerowi prawa do pastwiska na łące, oboje odnoszą się do dawniejszego właściciela Brzostowa Arndta, który donosi 18.07.1847 r., że zezwolił na pastwisko tylko do św. Michała, a co do moczenia lnu w dołach poprzednicy a także obywatele mogli z tego korzystać. Sprawa więc rozwiązana była kompromisowo.
Sprawa separacji ciągnie się nadal. Ponieważ parafia trwa przy dawniejszym planie, patronowi wydaje się, że nie chce separacji. Tak informuje ks. Celler Konsystorz w dniu 8.09.1847 r. Posądza on patrona, że nie myśli rzetelnie o separacji. Wysunął bowiem plan niedogodny dla parafii, a gdy się nie udało, chciał wydrzeć parafii 60 mórg, lecz dozór nie zgodził się na to. Kościół więc trwa przy starym planie, lecz nie wynika stąd, że nie chce separacji. Dozór nie mógł się zgodzić na ziemię organistowską w wielkim oddaleniu. Co do pastwiska, Dozór nie zgodził się na 30 mórg lotnego piasku ani na zasadę wynagrodzenia podług obszaru ziemi, lecz według przejmowania. Starano więc się zapewnić pastwisko na wszystkich łąkach pańskich. Termin w Brzostowie dnia 1.12.1847 r. w obecności ks. Kuczyńskiego, ks. Cellera, patrona, Eichstedta i Mysiaka ustalił, że organiście należą się dwie baryłki piwa jesienią, a proboszczowi skop i beczka piwa. Ponieważ od kilku lat ustało dostarczanie tego, komisja upomina się o te prawa, jak i dostawę zboża lub pieniądze według § 3 Ustawy. Proboszcz odbierać ma nadto 40 szczap drzewa na odpust Św. Krzyża, drzewo opałowe, pastwisko w lesie i na łąkach Brzostowskich i drzewo do wszelkich reparacji, co już stwierdzono protokolarnie dnia 7.04.1846 r. z podpisem ks. Güntzela, J. Breuera, M. Wittliefa. Organista zaś pobierać ma dwie beczki piwa, sześć szefli żyta, opał i pastwisko.
Dnia 5.02. 1848 r. donosi komisarz ekonomiczny z Łobżenicy ks. Cellerowi, że na terminie 1.12.1847 r.: 1) zgodzili się nauczyciele Fuchs, Roecher i Chudziński na 6 mórg ziemi nad drogą do Rzadkowa, 2) zastępcy szpitala w Miasteczku J. Eichdhorst i A. Schmidt nie zgodzili się na ziemię górzystą z leszczyną z powodu słabych zbiorów i poprosili o ziemię na lewo od drogi do Grabowa. Przedstawiciele parafii ks. Kuczyński, ks. Celler, Eichstedt i Mysiak nie mogli się zgodzić na nowy plan i obstawali przy planie z 31.07.1847 r. Oświadczyli także, że sadzawka pod Przysieką nie jest wspólną własnością, lecz należy do probostwa w Miasteczku. Już 23.01.1847 r. przestrzegł ks. Celler niejakiego Wardina co do własności łąki i zagroził procesem. Dnia 25.01.1848 r. zwraca się ks. Celler do Konsystorza z prośbą o pełnomocnictwo do procesu o łąkę. Według ks. Cellera, kolonista Wittlief za zezwoleniem ks. Güntzela, jako prowizor kościoła wykopał rów na gruncie plebańskim o kilka łokci od granicy. Łąka wraz z gospodarstwem przeszła na własność Rosenau, który przed rokiem zamienił się z kolonistą Wardinem na jego kolonię. Jeżeli ks. Güntzel z grzeczności pozwolił na wykopanie rowu, łąki za rowem chyba nie oddał koloniście, którego ks. Celler uważa za „gwałciciela praw proboszczowskich”.
Dnia 9.02.1848 r. ks. Celler informuje Konsystorz o sekwestracji Brzostowa i Miasteczka przez Dyrekcję Leśnictwa w Pile. Przy tej sposobności wezwano Dozór do wysunięcia pretensji w imieniu parafii. Podano więc następujące pretensje, choć może nie zaintabulowane, gdyż nie zwolniono ich w aktach: 1 skopu, beczkę piwa, a dla organisty dwie beczki piwa i 6 wierteli żyta, a piwa już nie, choć poprzednicy pobierali. Co do pastwiska wolnego na łąkach Brzostowskich, to w recesie nie ma o tym wzmianki, lecz tylko o pastwisku w lasach dominialnych. Wina to jest Komisji Specjalnej, jak wynika z listu ks. Güntzela, która pominęła te sprawy, jak i snopkowego dla organisty. Z procesów zaś i zatargów rozstrzygniętych na korzyść wynika, że probostwo zawsze korzystało z pastwiska. Dziedzice nawet po separacji nie zaprzeczyli tego. O drzewo zaś toczą się rokowania już od 1840 roku. Jeżeli więc nabywca Brzostowa uzna pretensje i przyjmie warunki, reparacja wszelkich budynków należeć będzie do Brzostowa.
Tymczasem sprawa legatu ks. Ryńskiego, czyli wygranego procesu z hr. Bnińskim przez ks. Güntzela jeszcze trwa i się komplikuje. 27.02.1848 r. oświadcza Fr. Güntzel w sądzie w Łobżenicy, że tylko fikcyjnie poświadczył 26.03.1844 r. ks. Güntzelowi odbiór 300 tal., żeby ratować probostwo w trudnym położeniu. Żona zaś Fr. Güntzela podała 27.02.1848 r., że cedowała dla kościoła w Miasteczku 350 grzywien z namowy proboszcza na pokrycie jego długów. Była to suma hipotecznie zapisana dla niej w Byszewie Nr 7, rubryce III. Była to Joanna Güntzel z Pierdziochów, primo voto Lange.
Ks. Celler wyraził swój pogląd na tę sprawę w raporcie do Konsystorza w dniu 1.03.1848 r. Stwierdził w nim, że małżonkowie Güntzel są chwiejnego charakteru. Joanna Güntzel miała powiedzieć, że chcą oni spłacić 300 tal. na kolonii Marksa w Byszewicach i cedować dla kościoła w Miasteczku. Jej mąż jednak o tym wiedzieć nie chciał i twierdził, że w chwili cesji nie był jeszcze mężem Joanny.
Syndyk Konsystorza miał im powiedzieć, że cesja bez odebrania walut nie była ważna. Adwokat ich również stwierdził, że cesja jest nie ważna, gdyż suma ta była pod akwizycją kościoła w Miasteczku. Czy zaś ks. Pydynkowski miał pełnomocnictwo do akwizycji, czy zaś ks. Güntzel spłacił ją walutą, tego ks. Celler nie wiedział. Kapitał jednak jest wciągnięty do rejestrów parafii w Miasteczku. Trzeba więc było oddać obligacje małżonkom Güntzel.
5.03.1848 r. małżonkowie Güntzelowie przesłuchani zostali protokolarnie w sprawie 521 tal. po ks. Ryńskim, zahipotekowanych na majątku hr. Bnińskiego z Samostrzela. Fr. Güntzel zeznał, że nic mu o tym nie wiadomo, że brat jego to odebrał. Dowiedział się o tym później. Brat posłał go do Piły, „aby 300 tal. pożyczonych Golnikowi, mogły być do kasy złożone”. Proszą więc Güntzelowie o listy zastawne, gdyż obligacje są na gruncie kolonisty z Byszewic (300 tal.) i 15.03. upływa ich termin.
W sprawie Mesznego i daniny z Brzostowa, na terminie 31.03.1848 r. ks. Kuczyński i ks. Celler trwają wobec patrona przy swoim zdaniu z dnia 1.12.1847. Patron zaś Rosenau uznaje daninę z żyta, lecz nie z obowiązku, a danina z piwa i skopu jest mu zupełnie nieznana i żąda on przeprowadzenia tego drogą sądową.
Konsystorz uwiadomiony o tym, pragnie przyjść z pomocą i przysyła odpis częściowej wizytacji ks. Matthego z t. I., s. 195-196, odnośnie daniny dla probostwa i organistówki z 1766 roku. Ponieważ użyto tam słów, że patron „speciali gratia” dawał piwo, nie było to przekonywujące dla patrona, który chciał mieć potwierdzenie obowiązku, a nie łaski.
W związku z pewnymi zmianami w projekcie separacji gruntów, komisarz ekonomiczny zaprosił 13.08.1848 r. ks. Cellera i Dozór do lokalu Jacoba. Ten sam komisarz donosi 31.08., że przedawnienie w sprawie daniny powinno minąć w 1808 roku, tak, że świadkowie tego w chwili obecnej mieliby 82 lata. Wizytacja zaś z 1766 roku co do treści jest mu trudna do przyjęcia. Jeszcze w roku 1847 rozpoczął ks. Celler windykować łąkę z rąk patrona Rosenau, zwaną „AM Sophiedam”, czyli na Hubach ku Noteci. Adwokat Rabe donosi mu 27.12.1847 r., że stary rów stanowi granicę „Sophiedam”. Kiedy Rosenau w 1845 r. kazał wykopać nowy, zasypał stary rów. Pomiędzy rowami był klin. Czy Rosenau zaczął użytkować klin między rowami w 1845 czy 1846 r., nie wiadomo. Poprzedni zaś właściciel P. Arndt nic nie wspomina o ustaleniu granicy w tym miejscu przy separacji. Pytał więc adwokat, czy ks. Celler pragnie zasypania nowego rowu.
21.06.1848 1848 r. Konsystorz przysłał zapytanie, czy ks. Celler załatwił już coś w sprawie łąki. Ks. prob. odpowiedział na to pismo 7.07.1848 r., że już wkrótce, przez adwokata Rabego zostanie do sądu skierowana skarga w tej sprawie. Zaznaczył przy tym, że adwokat Rabe rozróżnia w tym przypadku dwa odrębne procesy: rewindykację łąki i sprawę przedawnienia. Jest to łąka graniczna, którą patron Arndt podarował przed 50 laty ks. kanonikowi Schmidtowi za przekazane mu 100 dukatów na zakup Brzostowa. Po trzydziestu latach nastąpić musiało przedawnienie. Trzeba więc szukać świadków tego wydarzenia, poza pisemnym oświadczeniem darującego Arndta. Łąka ma 17 mórg i 702 pręty, a razem jest łąki 34 mórg i 1682 pręty. Przy recesie może nie była wpisana jako własność probostwa, chociaż ks. kanonik Schmidt przez całe życie z niej korzystał. Ks. Pydynkowski łąkę tę w czasie swej administracji w roku 1846 wydzierżawił za 20 talarów rocznie właścicielowi Brzostowa. Ks. Celler chciałby (w piśmie z 29.07.1849), żeby Konsystorz spowodował, aby ks. Pydynkowski zwrócił 20 talarów i odebrał łąkę od Normana, plenipotenta Brzostowa. Ze strony patrona był to zręczny manewr, żeby wejść w posiadanie tej łąki i więcej jej z rąk nie wypuścić. Roseau pragnął bowiem przez dzierżawę łąki przywłaszczyć ją sobie. Dzierżawy prawomocnej do św. Jana 1847 roku nie mógł już ks. Celler złamać, ponieważ przybył do Miasteczka 31.05.1847 roku. Oświadczył więc patronowi, że na rok 1849 wydzierżawić mu łąki nie może. Ten z kolei odpowiedział, że łąka w całości już do niego należy, czyli do Brzostowa. Z oświadczenia ks. Pydynkowskiego nic nie można było wyczytać. Okazało się, że ks. Pydynkowski został oszukany i że nie miał odwagi wystąpić przeciwko patronowi. Zwlekał też z wyjaśnieniem dla Dozoru w Miasteczku, pomimo tego, że Konsystorz pismem z dnia 10.07.1849 r. do tego go przekonywał. Ostatecznie 6.12.1849 roku ks. Pydynkowski przesłał raport do Konsystorza, którego odpis został dostarczony do Dozoru w Miasteczku. Z raportu tego wynikało, że corocznie, a więc również w roku 1846 wydzierżawiano łąkę za 20 talarów. Groźbę zaś patrona co do odebrania łąki na własność uważał za żart. Łąkę zaś przekazał w tradycji z 1847 roku ks. Cellerowi. Łąka zaś, odebrana została za komendy ks. Cellera, który zdaniem ks. Pydynkowskiego chciał w ten sposób poróżnić go z patronem Rosenau. Kiedy ks. Celler zwrócił się w dniu 26.11.1849 r. z prośbą do Konsystorza o pełnomocnictwo do wytoczenia procesu w sprawie łąki, otrzymał polecenie, żeby z treścią skargi zapoznał księdza dziekana i dał mu ją do podpisu. Wreszcie dnia 24.12.1849 r. adwokat Rabe wytoczył skargę prze sądem w imieniu ks. Cellera.
21.03.1850 r. adwokat strony przeciwnej Scholtz z Piły przesłał odpowiedź na skargę, stwierdzając, że łąka nie jest własnością probostwa. Leży ona na pograniczu Rzadkowa i Brzostowa nad rowem. Część tej łąki, której sprząta się 4 kopy siana, oddana została w użytek ks. kanonikowi Schmidtowi. Korzystał z niej jeszcze ks. Ryński, poprzednik ks. Güntzela i ks. Netzel do 1841 roku, gdy Rosenau stał się właścicielem Brzostowa. W 1831 roku właścicielami byli Wnestenberg i jego żona z domu Arndt, którzy sprawy tej ze względu na osobę plebana nie chcieli poruszać.
16.06.1846 r. ks. Celler napisał list do ks. Pydynkowskiego, zjednując tym sobie sławę dyplomaty u oskarżycieli. Uważał w tym liście, że ks. Güntzel był umysłowo chory i nie pozwolił, by inni po nim korzystać mieli z łąki. Tak więc wydzierżawił ją Hartmanowi na kilka lat. Ten zaś zgodził się na 20 talarów czynszu dzierżawnego za siano. Rosenau chciał je ofiarować ks. Pydynkowskiemu, który zgodził się na zwrot łąki po 1846 r. P. Arndt podobno tylko część łąki oddał do użytku osobistego ks. Schmidta. Przedawnienie zaś wymaga tytułu własności. W 1825 r. odbyły się pomiary, według których łąka wymieniona jest uważana za własność Brzostowa. Sporządzono też wtedy mapę, którą złożono przy recesie w Rzadkowie i Brzostowie, a którą strony uznały za obowiązującą. Dnia 24.07.1826 r. sam ks. Güntzel uznał mapę za obowiązującą. Proboszcz więc ma zastrzeżone prawo pastwiska w lasach Brzostowskich. Ani ks. Güntzel, ani też ks. dziekan Sławiński z Wysokiej nie wnieśli sprzeciwu w oznaczonym terminie. To też sprawa recesu dnia 27.07.1827 r. dla beneficjum w Miasteczku została sądownie przeprowadzona i ustalona w Łobżenicy. Chociaż Wnestenberg nie był przeciwny posiadaniu łąki przez probostwo, to jednak nie był on właścicielem, lecz żona. Notatka jego z dnia 3.02.1831 roku odnośnie łąki dla probostwa zdaniem strony przeciwnej jest nieważna. Tak przynajmniej argumentuje adwokat patrona Rosenau w piśmie z dnia 18.06.1850 r. dodając, że zarówno dziekan Sławiński, jak i proboszcz Güntzel uznali dokonane pomiary.
13.11.1850 roku Fryderyk Arndt wspomniał o liście ojca, w którym ten darował łąkę. Teraz tego nie może sobie jednak przypomnieć. Wie tylko, że ks. Ryński był krewnym i prosił o łąkę dożywotnio, na co zainteresowany odpowiedział, że jeszcze zobaczy. Kiedy jego pełnomocnik E. Normann sprzedawał Brzostowo, to zwrotu łąki tej się nie domagał.
Wszystkie te argumenty okazały się dla sądu niedostateczne, który w końcu „odpalił” kościół w Miasteczku od jej własności, jak o tym donosi ks. Celler do Konsystorza 21.03.1851 r. Krótko potem, bo już 11.06. nastąpiła apelacja ks. Cellera i Dozoru przez sąd apelacyjny do Królewskiej Komisji Generalnej. Proces w drugiej instancji rozpoczął się w grudniu 1851 roku. Ks. Celler posłał również odpis skargi do Konsystorza, który mu go zwrócił 29.01.1852 roku.
21.03.1852 r. druga wizytacja zatwierdziła wyrok I instancji, czyli sprawa łąki została całkowicie przegrana.
29.02.1848 Wyższy Sąd Ziemski z Piły nadesłał kwit hipoteczny, z którego wynika, że Ferdynand Rosenau z małżonką Wilhelminą Klawitter, nabył Brzostowo umową z dnia 6.06.1841 r. od Daniela i Joanny Klawitter za 63709,15 talarów. Wśród ciężarów wieczystych w rubryce II. znalazł się zapis, że wolno przejeżdżać przez łąkę gospodarzom po siano, lecz po skoszeniu do św. Jakuba stać nie powinno. W rubryce III. brak jest wzmianki o łące beneficjalnej.
Ks. Celler w toku procesu o łąkę z Brzostowem doszedł po pewnym czasie do przekonania, że ugoda w sprawie dwóch łąk, które pragnął rewindykować, jedna z nich na obszarze Rzadkowa, po kontrakcie kupna pójdzie do nabywcy, a druga nadnotecka odpadnie, gdyż jak się okazało ks. Güntzel kazał przy pomiarach swoim ludziom potajemnie przesunąć kołki graniczne. Zdradził to po pewnym czasie dzierżawca ks. Güntzela, Kardnig, gdyż się pogniewał z ks. Güntzelem. Właściciel Brzostowa już w 1848 roku kazał dokonać pomiarów na nowo i rów wykopać na granicy. Rów ten ukośnie zbiega się ze starym rowem. Również ks. Pydynkowski pod słowem kapłańskim w obecności ks. Murskiego opowiadał to ks. proboszczowi Cellerowi. Ks. Pydynkowski w Rzadkowie, wobec Komisji Specjalnej, zażądał przedłożenia mapy, lecz przekonał się, że probostwo niesłusznie posiadało 7 mórg łąki nadnoteckiej.
Sprawa daniny dla probostwa i organistówki znalazła się w Sądzie Nadziemiańskim (Oberlandesgericht) w Bydgoszczy, skąd Konsystorz poleca ks. Cellerowi pismem z dnia 22.02.1848 r. odebrać wyciąg należności z Brzostowa, jak żyto i piwo. Probostwo pobierać ma 6 wierteli żyta Mesznego, a organistówka 3 wiertele miary łobżenickiej. Konsystorz zażądał na ten temat protokółu informacyjnego i recesu. 12.09.1848 r. nauczyciel Liebsch doniósł ks. Cellerowi, że od 1829 do 1839 roku jako nauczyciel w Brzostowie pobierał rocznie od patrona 6 szefli żyta, 2 beczki piwa i drzewo w lesie do zbierania. Nadto dostał trzy razy snopki z Rzadkowa, 3 razy z Brzostowa i 2 razy z Grabiszyna, również do 1839 roku. Po nim nastąpił nauczyciel Majorewicz, który następnie odszedł do Chodzieży.
Patron w tej sprawie na posiedzeniu w dniu 29.09.1849 r., na którym obecni byli ks. dziekan Kuczyński, ks. Celler i Jan Eichstaedt zajął stanowisko oporne. Kiedy ks. Kuczyński przedłożył treść wizytacji Matthego z 1766 r., Rosenau oświadczył, że nie ma ona znaczenia publicznego. Są to bowiem dary z łaski nie tylko patrona, lecz od wszystkich parafian. Skop zaś mógłby być oddany z trzody, której on w ogóle nie posiada. Księża zaś przeciwstawiając mu się twierdzili, że wizytacja ma znaczenie publiczne i że nikt inny jak patron zobowiązany jest do swych świadczeń na rzecz plebanii. Przytoczyli również fakt organisty Liebscha, który pobierał żyto i piwo czy z łaski, czy nie, to miało być obojętne. Świadectwo zaś poprzedniego właściciela Brzostowa, Arndta, nie jest miarodajne, ponieważ mógł on inaczej ułożyć się z organistą. W każdym razie dostawa odbywała się regularnie od 1778 do 1808 roku. Od wprowadzenia zaś ustawy pruskiej z 1.03.1817 r. jeszcze nie nastąpiło przedawnienie co do windykacji daniny. Nauczyciel Liebsch zeznaje 17.01.1849 r., że przestał pobierać daninę z Brzostowa z chwilą, kiedy znalazł się na utrzymaniu ks. Güntzela2 beczki piwa pobierał rocznie jako organista od Wnestenberga z Brzostowa. Gdy zaś Wnestenberg nie chciał dawać, komisarz Moritz przekonał go i jednak dawał. Beczka piwa zawierała wtedy 100 kufli berlińskich = 2 tal. Jeden ze świadków procesu, Jan Breuer, liczący już lat 68 zeznaje, że widywał piwo z Brzostowa u ks. kanonika Schmidta i u ks. proboszcza Ryńskiego. Drugi świadek, Jan Michał Bembenek lat 60 mający, który przez 2 lata był służącym u ks. Ryńskiego, a następnie gospodarzem u dzierżawcy probostwa Kondinga, za ks. Güntzela przez 6 lat woził z Brzostowa zależnie od potrzeby pół beczki piwa i spirytus. Nie pamięta jednak, czy za darmo. Świadek Bernard Güntzel, bratanek proboszcza, lat 32, pamięta, że w 1832/33 r. odebrać musiał z Brzostowa dwa tłuste skopy z polecenia stryja dla gości odpustowych w Miasteczku. Nie wie jednak, czy za darmo. Słyszał on od stryja, że ma on prawo do piwa z Brzostowa, lecz piwa tego sam nie przywoził. Skopy zaś pochodziły od Arndta, który w 1831 r. sprzedał Brzostowo Wnestenbergowi. Ostatni wreszcie świadek, Jakub Eliasz Normann, lat 49, mieszkający w Miasteczku od 1821 roku, wiedział dokładnie, że organista zabierał dwie beczki piwa z Brzostowa. On sam i jego szwagier kupowali to piwo od organisty do 1831/32 r. Ks. proboszcz Güntzel mówił jemu, że ma prawo do skopu i piwa na odpust za darmo. Czy zaś od 1833 r., gdy Rosenau był dzierżawcą Brzostowa, dawał on piwo, tego już świadek nie wiedział. Dnia 31.05.1850 r. zapadł w tej sprawie w Komisji Królewskiej w Poznaniu wyrok negatywny dla parafii. Kiedy ks. Celler i ks. Kuczyński donieśli do Konsystorza, że przegrali, ten polecił szukać dowodów w archiwum w Bydgoszczy. W związku z tym poleceniem, księżą złożyli 15.11.1850 r. apelację do sądu w Łobżenicy. Ponowna rozprawa miała się odbyć 20.11.1850 r. Zapis organisty z 14.09.1764 r. nie został jednak odnaleziony. W międzyczasie ks. Celler otrzymał 13.11.1850 r. wyjaśnienie, że wizytacja ma znaczenie tylko prywatne i nie dotyczy osób trzecich.
15.03.1851 r. odbywa się w Łobżenicy następny termin w tej sprawie z polecenia Komisji Głównej w Poznaniu. Wreszcie 19.08.1851 roku zapadł w Berlinie, w Komisji Rewizyjnej, ostateczny wyrok, zatwierdzający postanowienie Komisji Głównej dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego z 31.05.1850 roku co do notatki wizytacyjnej. Tak więc sprawa została przegrana i w drugiej instancji, o czym ks. Celler poinformował Konsystorz w dniu 20.01.1852 roku. Przy zatwierdzaniu wyroku negatywnego koszta procesu nałożono na apelanta.
Dnia 8.01.1851 roku zawyrokowano w Berlinie, że kościół i plebania nie są uczestnikami recesu z 1830 roku. Ustawa więc z 20.06.1817 r. przewidywała, że Komisja Specjalna przy recesie będzie uwzględniała prawa osób trzecich. Nie stało się tak jednak przy wydaniu dekretu Komisji Specjalnej z 12.07.1839 r. i nie zapisano tego w recesie kto ma ponosić ciężary na rzecz kościoła, czy dziekan, czy gospodarze. Skarga parafii została więc oddalona, lecz z powodu ubóstwa nie ściąga się kosztów. 26.03.1850 r. Konsystorz zalecił ks. Cellerowi, aby ten dopilnował sprawy w trzeciej instancji. Tam jednak sprawa została również przegrana. Ponieważ rewizja kasy kościelnej w Miasteczku dokonana dnia 27.09.1853 r. przez ks. dziekana Kuczyńskiego wykazała brak pieniędzy, ks. Celler zwrócił się z prośbą do Konsystorza o wystawienie mu zaświadczenia o ubóstwie względem gminy w Wolsku. Sąd w Łobżenicy pismem z dnia 3.09.1853 roku zagroził ks. Cellerowi egzekucją na rzecz tej właśnie gminy. Ks. Celler w piśmie do Konsystorza z dnia 27.05.1853 r. informuje, że dług wobec Wolska będzie spłacał ratami, ponieważ nie ma innej możliwości. W związku z groźbą egzekucji, ks. Celler prosił Konsystorz o interwencję w Rejencji, obawiając się zabrania kapitałów potrzebnych na opędzenie niezbędnych potrzeb. 19.07.1854 r. z Konsystorza nadeszła informacja, że egzekucja została wstrzymana. Gmina Wolsko wniosła w związku z tym kolejny wniosek o egzekucję 132 tal. od gminy katolickiej w Miasteczku. Ks. Celler narzekał wobec Konsystorza, że w parafii, która od niepamiętnych czasów nie płaciła kosztów sądowych panuje oburzenie, co wymaga wyjaśnienia przyczyny zapłaty kosztów. Konsystorz rozłożył opłaty na raty, tak, że ks. Celler, poczynając od 12.02.1856 roku, wpłacał rocznie po 25 tal. dla Wolska. Nie spłacał jednak tego regularnie i na indagację Konsystorza w tej kwestii, odpowiedział 21.01.1857 roku, że postara się spłacić wszystko zgodnie z umową. Ostatnie 7 talarów spłacił jednak dopiero w 1862 roku. Tak więc proces o daninę z Wolska zakończył się przegraną beneficjatu z Miasteczka.
Ks. Celler zachęcany przez Konsystorz nie ustępuje w dalszym ciągu wobec patrona i stara się o windykację daniny dla organisty, nawet drogą egzekucji, za ubiegłe trzy lata. Napotyka jednak na opór patrona, który doniósł do landratury w dniu 6.12.1856 roku, że nie może oddać mesznego za trzy lata wstecz i uzyskuje od tej instytucji zgodę na takie postępowanie. W związku z tym konsystorz przesłał do ks. Cellera w dniu 14.01.1857 r. odpis wizytacji Matthego i prosi o podanie wniosku na podstawie zarządzenia z dnia 19.06.1836 r. do Rejencji, oraz spowodowanie drogą sądową, aby patron wykazał, że nie ma obowiązku składania mesznego. Konsystorz radzi również ks. Cellerowi, aby przejrzał akta Brzostowa, czy tam meszne nie jest zahipotekowane i starał się wykazać ciągłość posesji. Ks. Celler miał jednak wątpliwości i odpowiedział Konsystorzowi w piśmie z dnia 13.02.1857 r., że obawia się przegranej w sprawie daniny zboża dla organisty. Miał już nauczkę z Wolskiem, z którym sprawę przegrał. Konsystorz chcąc pocieszyć ks. Cellera informował w dniu 17.02.1857 r., że w razie braku dowodu, iż organista od całej parafii pobierał daniny, można się oprzeć na tradycji 30-letniej. Kolejne pismo w tej sprawie wystosował ks. Celler do Konsystorza 7.10.1857 roku, informując, że organista pobierał snopkowe z Brzostowa, Rzadkowa od katolików i ewangelików, z Arentowa i Grabiszny do 1840 r. nie może jednak wykonać polecenia Konsystorza, by drogą zgody windykować należność. Próbował zgody, lecz nie powiodło się, gdyż Rosenau nie myśli wcale o daninie. Nawet procesu nie wytoczy, gdzie mógłby udowodnić, że nie ma takiego obowiązku. Przedawnienie trudno udowodnić, a meszne zahipotekowane zostało nie w 1828 roku, lecz 4.09.1855 na wniosek ks. Cellera. 26.02.1858 roku Konsystorz polecił ks. Cellerowi wyszukanie lepszych świadków niż dotąd, celem udowodnienia przedawnienia w Grabionnie. Koszt zaś separacji organistówki winien być opłacony z funduszów plebańskich, zgodnie z poleceniem Konsystorza z dnia 27.04.1858 r. Ks. Celler do 1853 r. pobierał całe meszne z Grabiszny, później pobierał mniej, ponieważ tłumaczono, że w poprzednich latach nadebrał. Meszne to uzgodniono z Władzą Duchowną 12.11.1841 r. Natomiast 13.01.1844 r. zebrali się w Miasteczku ks. Wroński, ks. Güntzel oraz miejscowy Dozór i orzekli, że nie mają zastrzeżeń co do Mesznego, lecz tyko pretensję do 2 snopków od gospodarza, których oddawać nie chcą, ponieważ nie zostały umieszczone w recesie. Do roku 1844 organista jednak je pobierał. W 1857 roku było już w Grabionnie nie 16, a 20 gospodarstw. W sprawie snopkowego z Grabionny procesu nie wytoczono, gdyż akt wizytacyjny Matthego okazał się niedostatecznym dokumentem, a gospodarze twierdzili, że czynili to dobrowolnie i z grzeczności. Na zapytanie Konsystorza o zahipotekowanie Mesznego, donosi ks. Celler pismem z dnia 28.05.1859 r., że ks. Güntzel tego nie uczynił, „mając wielkie nieporządki”. 20.09.1859 r. Konsystorz polecił zahipotekować meszne z Grabówna i Grabionny w wyższym wymiarze, czyli jak dawniej.
Równocześnie ks. proboszcz Celler prowadził trzy inne procesy: 1) o łąkę organistowską, 2) o legat po ks. Ryńskim, 3) o zniszczony lasek plebański. Wygrał tylko jeden, tzn. odzyskał łąkę organistowską z odstąpieniem przejazdu przez groblę.
Ks. Celler zdołał jednak zabezpieczyć się przy tylu procesach, otrzymując 30.01.1848 r. od Konsystorza tzw. akt ubóstwa. To świadectwo przydało się ks. Cellerowi 9.12.1849 r., kiedy Oberlandsgericht zażądał zapłaty za koszta sądowe.
Dnia 28.06.1849 r. ks. Celler poprosił Konsystorz o pełnomocnictwo dla windykacji łąki organistowskiej. Problem ten rozpoczął się od zaczepienia prawa przejazdu Radkego przez łąki plebańskie, co zakwestionował Konsystorz, twierdząc, że miałby on prawo przejazdu, gdyby to była droga miejska. 27.03.1848 r. ks. Celler wyjaśniał Konsystorzowi, że grobla została mu oddana przy separacji za łąkę i nie może służyć plebanowi, ani miastu. Pleban może zrezygnować z grobli tego mieszczanina (Augusta Radke), gdyż nie chce on teraz przystać na to, o co sam dawniej prosił. Probostwo zaś ma prawo wozić siano prze groblę pańską. Kiedy zaś na życzenie Konsystorza odbył się 24.07.1848 r. termin w tej sprawie, ks. Kuczyński i ks. proboszcz Jastrzębski z Morzewa zaznaczyli w protokóle, że grobla nie jest już potrzebna. Chodziło jednak o zamianę łąki organistowskiej, która była trzy razy większa (2 morgi), a zamiana została dokonana prywatnie przez ks. Güntzela. 17.08.1848 r. Dozór otrzymał od Konsystorza upoważnienie do wszczęcia procesu przeciwko Augustowi Radke o łąkę. Ks. Kuczyński pismem z dnia 4.09.1848 r. wyraził swoje poparcie dla tej sprawy. Ks. Celler zwrócił się 24.01.1850 r. do adwokata Rabego w Pile, by ten szybko napisał projekt skargi o łąkę i oddał do sądu. 6.03.1850 r. poinformował zaś Konsystorz, że już w listopadzie 1849 r. podał projekt windykacji łąki organistowskiej do sądu w Łobżenicy. Tymczasem Konsystorz jeszcze 28.12.1850 r. upominał się od ks. Cellera o nadesłanie projektu do tejże windykacji. W kolejnym piśmie datowanym na 8.04.1851 roku, Konsystorz pytał ks. Cellera, czy wykonał jego wszystkie zalecenia w tej sprawie (chodziło o wezwanie Augusta Radkego do zwrotu łąki organistowskiej, lub przygotowanie projektu do złożenia skargi). Ks. Celler w odpowiedzi na to zapytanie poinformował Konsystorz w dniu 21.05.1851 r., że wszystkie jego usiłowania w tej sprawie były daremne. Zaproponował również, by Konsystorz zechciał wpłynąć na sąd powiatowy, aby ten spowodował u adwokata Rabego przyspieszenie działań w celu zakończenia sprawy. Michał Radke kupił łąkę nr 29 w 1812 roku. Następnie zamienił ją na organistowską, ponieważ miał do swojej łąki trudny dojazd. August Radke sprzedał później swoją łąkę Schmidtowi, a ten Krzysztofowi Bolznemu (taki jest zapis w raporcie ks. Cellera z 15.07.1867 roku).
Legat po ks. Ryńskim, a raczej złożony kapitał za defekty po ks. Ryńskim, łączy się z procesem przeciwko małżonkom Güntzelom. Ten z kolei ze skargą ks. Güntzela przeciwko hr. Bnińskiemu. 30.04.1842 r. Konsystorz drugi już raz wezwał ks. Güntzela, by przedłożył odpis skargi przeciwko hr. Bnińskiemu zanim otrzyma zezwolenie na wytoczenie procesu. Skarga miała dotyczyć sumy 421 talarów i procentu. Po wygranej ks. Güntzela, Konsystorz zalecił mu zakupienie za 300 talarów listu zastawnego i zahipotekowanie tej sumy. Dnia 21.05.1843 r. ks. Wroński podał do protokółu, że ks. Güntzel wziął 450 talarów wygranych w procesie Ryńskiego z 14.12.1828 roku.
Hrabia Bniński z Samostrzela już w 1789 roku pragnął oddać swój dług kościołowi w Miasteczku, który wynosił 83,3, grzywien. 10.06.1789 roku nadeszło z Piły wezwanie do proboszcza w Miasteczku, by podjął cesję i kwit na taką właśnie kwotę. Z kolei 22.02.1805 roku, Rejencja poinformowała, że na Brzostowie ciąży 700 grzywien dla kościoła w Miasteczku, które podarował Arndt, a dzierżawca je kwestionuje. Znalazło się jednak pokwitowanie Rejencji na te 700 grzywien od małżonków Güntzelów, jako kapitału kościelnego. 14.12.1848 r. ks. Güntzel odebrał pieniądze, tzn. 450 talarów wygranych w procesie Ryńskiego, a co poświadczył ks. Wroński w 1843 r. 1.10.1848 r. małżonkowie Güntzel żądają od Dozoru instrumentu na 300 talarów, gdyż taką sumę poręczyli ks. Güntzelowi 26.03.1844 roku, a pieniędzy nie odebrali. F. Güntzel zeznał bowiem 21.01.1845 r., że ks. Güntzel zrobił defekt na 300 talarów należących do kościoła w Miasteczku. Sukcesorzy zaś ks. Güntzela przez uznanie defektu 300 talarów, odebrali wszystko 26.03.1844. Zdaniem więc ks. Cellera, mają wrócić instrument 300 talarów kościołowi w Miasteczku.
Dnia 25.02.1850 roku ks. Celler donosi do Konsystorza o niepomyślnym wyroku w tej sprawie dla kościoła. Proces jednak toczy się dalej. Dnia 28.02.1850 r. zeznawał Jan Breuer i powiedział, że ks. Güntzel odebrał pieniądze w Łobżenicy, ale nie wiadomo co z nimi zrobił. Do kasy ich nie złożył, tylko wypożyczył oberżyście Golnikowi. Słabą pamięć ks. Güntzela tłumaczyć trzeba jego długą chorobą. Ks. Celler uważał, że defekt w kasie jest widoczny na podstawie protokołu z dnia 21.01.1845. Ks. Güntzel przyznał się bowiem do długu w akcie tradycyjnym i własnoręcznie podpisał protokół. 3.05.1850 r. ks. Celler wyraził opinię, że jeżeli ks. Güntzel pieniądze od hr. Bnińskiego na swój cel obrócił, to winien je oddać.


Czytelnia parafialna
· O czytelni
· Z historii parafii
· Kroniki
· Parafialne archiwum
· Miasteczko i okolice
· Z dawnej prasy
· Kalendarium
· Dawne prawo
Losowa fotka